niedziela, 15 stycznia 2012

Rozdział 9: "I like to see you happy"

- Kurwa, jak ja to teraz zmyję? I jak w ogóle mnie dziewczyny wpuszczą do pokoju? – zaśmiałam się, patrząc na niego. Byliśmy w holu w hotelu.
- Ej, nie wyrażaj się, bo jeszcze ktoś powie, że mam na siebie zły wpływ – parsknął śmiechem. Weszliśmy do windy i spojrzałam na wiszący na jej ścianie zegarek: 19.58. Zdążyliśmy 2 minuty przed godziną policyjną, nieźle. Pożegnaliśmy się pocałunkiem, gdy winda była na moim piętrze, a on pojechał do siebie. Weszłam do pokoju i zobaczyłam Bridget i Niall’a pocieszających Ninę oraz siedzącą na łóżku obrażoną Devonne z  podkulonymi kolanami. Wszyscy spojrzeli na mnie jak na kosmitkę.
- Bitwa błotna… Yaay… - powiedziałam średnio entuzjastycznie, chwyciłam piżamy i poszłam pod prysznic. Musiałam umyć całe ciało, łącznie z włosami. Na szczęście tego dnia nie włożyłam okularów… Po prysznicu ubrałam piżamy i wróciłam do pokoju:
- No co jest? – spytałam. – Niall, rozeznanie sytuacji – powiedziałam.
- Bridget i ja wróciliśmy i zastaliśmy płaczącą Ninę. Powiedziała nam wszystko i to, że czuje się winna, ale po prostu kocha Liam’a i nic z tym nie może zrobić… A Devonne dała jej w twarz, powiedziała, że jest szmatą i teraz obraża się na wszystkich, którzy stoją po jej stronie – powiedział na jednym wdechu. Kiwnęłam głową i wgramoliłam się na łóżko przyjaciółki.
- Jak powiedział pan „Daj-Jej-Spokój, To-Nie-Jej-Wina”, jeśli jesteś po jej stronie, to spieprzaj – powiedziała tylko, przytulając pluszowego Fineasza.
- Nie jestem po niczyjej stronie, okej? Słuchaj, Nina, zrobiłaś źle, ale masz rację, skoro nie kochasz Zayn’a, on musiał o tym wiedzieć. Devonne, ale ty też masz rację, nazywając ją szmatą. Ma – powiedziałam do Niny i wróciłam do Dev. – Bo rozwaliła dwa związki i teraz Zayn i Danielle mają złamane serca. ALE – dodałam dobitnie – na szczęście znam kogoś, kto może naszego DJ’a Malika pocieszyć – spojrzałam znacząco na Dev, która kiwnęła tylko głową. – A teraz ładnie wszyscy się godzą, no już!
Bridget podeszła do mojej przyjaciółki i tylko podała jej rękę. Niall natomiast podszedł i spojrzał na mnie znacząco. Szybko zmyłam się z łóżka. Nina poszła się ogarnąć do łazienki, a ja kiwnęłam na Bridget, żebyśmy wyszły z pokoju. Na palcach stamtąd poszłyśmy, podczas gdy Niall usiadł obok Dev.
Zajrzałam przez dziurkę od klucza, a siostra Niall’a stała pod ścianą:
- …nie stój po jej stronie, wolisz jakąś tam dziewczynę od dobra kumpla?
- I Liam, i Zayn to moi PRZYJACIELE – podkreślił. – Chcę dobra ich obu, a skoro Margaret powiedziała…
- Powiedziała, ale skąd wiesz, że Zayn od razu się zakocha?
- Tego nie wiem – dotknął jej kolana i pogładził go palcem. Dev wyglądała, jakby wygrała milion dolarów. I wtedy ich spojrzenia się zetknęły. W powietrzu aż czuć było tą chemię. No dawaj Niall, pocałuj ją! – dopingowałam go w duchu.  – Mam czekać 2 lata, jak na prawdziwy pocałunek Deleny?! – moje myśli były tak głośne, że miałam ochotę naprawdę mu to powiedzieć.
Devonne dotknęła jego policzka. On patrzył jej w oczy z pytaniem, a ona prawie niedostrzegalnie kiwnęła głową. Zbliżył się do niej i pocałował ją.
- Dobra nasza! – wyszczerzyłam się do Bridget, szepcząc. – Ale coś długo zwlekał, prawda?
- Bo się bał Liam’a gorzej niż Harry. Teraz nie ma czego, bo ma na niego haka, jakby co – uniosła kąciki ust. – Wow, mój brat ma dziewczynę. Ale to dziwne – lekko się zaśmiała, a ja… przytuliłam ją. – Hmm.. możesz mnie puścić? – spytała. Tak też zrobiłam.
- Przepraszam, po prostu… Marzyłyśmy o tym. Ja i Harry, ona i Niall… A teraz to marzenie to prawda – zrobiłam mały podskok i wtedy z pokoju wyszedł rozanielony Niall.
- Dobranoc – powiedział do nas, ale brzmiał, jakby był na innej planecie.
- Kolorowych koszmarów – wyszczerzyła się jego siostra.
- Branoc, branoc Niall – uśmiechnęłam się, ale on już był w drodze do windy. Wróciłyśmy do pokoju. Nina już wróciła z łazienki i teraz ściskały sobie z Devonne dłonie. Wiedziałam, że nie prędko wrócą do przyjaźni, ale dobre i to. Położyłam się na łóżku, moja przyjaciółka również i zaczęła mi opowiadać o całej tej scenie z jej perspektywy:
- No i wtedy chciałam go już pocałować, ale to on spojrzał mi w oczy, jakby pytał „hej, mogę cię pocałować, nie pogniewasz się?”, czy coś takiego, a ja kiwnęłam głową i wtedy… pocałował mnie. Ale nie na chama, że od razu pchał mi język do ust. Nie, delikatnie. Smakował jak guma do żucia – uśmiechnęła się, cała w skowronkach.
- Lubię cię widzieć, kiedy jesteś szczęśliwa – powiedziałam i wtedy zadzwonił mi telefon. Mama dzwoniła, a ostatnio zrobiła to 3 dni temu… O Matko, przecież te plotki dotarły kiedyś do Polski, prawda? Nie chciałam się jej tłumaczyć, ale z westchnieniem odebrałam:
- Cześć mamo, co słychać?
- No wiesz, kupiłam sobie ostatnio gazetę „Party”. I w życiu nie zgadniesz, co tam było! Ty i ten… eee… Louis?… z One Direction. Całowaliście się na jakimś balu – powiedziała tonem „no to masz przerąbane”.
- Mamo, to nie Louis, to Harry. I tak… całowaliśmy się… Ale on naprawdę mnie kocha, wiesz? Nie martw się, obiecał, że…
- … że cię nie skrzywdzi? Tak, a za półtora miesiąca masz szkołę. Myślisz, że on naprawdę będzie chciał czekać, aż ty sobie dorośniesz?!
- Tak mamo, zwłaszcza, że dałam mu coś, co mu przypomina, że nie może mnie skrzywdzić…
- Pierścień czystości? Jak Seleny Gomez?
- No a ją pamiętasz! – zaśmiałam się. – Nie, ale… coś podobnego – powiedziałam tylko.
- Nie rób nic głupiego, pamiętaj.
- Wiem mamo. Pozdrów tatę. Kocham was – powiedziałam i rozłączyłam się.
- Devvie, moja mama mi coś uświadomiła… - zwróciłam się do przyjaciółki.
- Że powinnaś przestać puszczać jej Selenę Gomez? – zaśmiała się.
- Ja mówię poważnie. Za dwa tygodnie stąd wyjedziemy. Co z tego, że chłopaki mogą nas odwiedzić na resztę wakacji, jak potem będzie szkoła? Musimy się skupić na nauce, żeby później tu wrócić i…
- … i ich poznać? Taki był nasz plan, ale go wyprzedziłyśmy.
- Tak, wiem, ale… ja nie mogę tu ściągnąć rodziców, a tym bardziej Harry’ego do Polski. Devonne, może to, co teraz nazywamy miłością za rok będzie tylko wspomnieniem z fajnych wakacji? – spojrzałam jej w oczy. Pokręciła głową:
- Podobało mi się kilku chłopaków, wiesz o tym. Ale Niall… ja naprawdę go kocham. Nie wiem, jak ci to wytłumaczyć, ale pewnie to samo czujesz do Harry’ego, prawda? Sama się przyznałaś, że nie wiesz, czy zdołałabyś pokochać Pawła…
- I jeszcze on! – schowałam na chwilę twarz w poduszkę. – Powiedział, że się nie podda, rozumiesz? Będzie chciał walczyć, walczyć z Harry’m. O mnie.
- A czy zauważyłaś, żeby w ciągu ostatnich 3 dni się do ciebie odzywał? Nie wydaje mi się – pokręciła głową. I miała rację, w ogóle na niego nie wpadałam, unikał mnie.
- Dobra, poddaję się. Na razie moim priorytetem jest zeswatać Monikę z Zayn’em, a potem o tym pomyślę – westchnęłam.
Po godzinie czytania „Igrzysk Śmierci” poczułam, że kiszki mi grają marsza.
– Ej, ma któraś jakieś żarcie? – spytałam już po angielsku. Ręka Niny wystrzeliła w górę i wyjęła z torebki paczkę ciasteczek. Oblizałam się i wzięłam 3, po czym zjadłam je ze smakiem.
- Dobre, gdzie kupiłaś? – spytałam z pełnymi ustami.
- L-liam mi dał, dostają tony słodyczy od fanek – zawstydziła się odrobinę. – Kurde, jak ja Zayn’owi jutro spojrzę w oczy na tych zajęciach? Zwłaszcza, że śpiewamy piosenki o nienawiści… - mruknęła.
- A… jak on to przyjął? – spytałam.
- Zbladł, spojrzał w przestrzeń, a potem na mnie i powiedział „mogłabyś łaskawie opuścić to pomieszczenie?”. Wyszłam stamtąd i usłyszałam jakby uderzenie. Wbiegłam szybko, ale było za późno, Liam dostał w twarz. Mocno. Nie dość, że warga mu krwawiła, to jeszcze widziałam, jak twarz pod jego okiem robi się fioletowa. Mając gdzieś Zayn’a poszłam po Louis’a i razem go opatrzyliśmy, bo wydawało nam się, że przy upadku na ziemię złamał nogę, ale to tylko skręcona kostka – powiedziała.
- Wściekły DJ Malik atakuje – mruknęłam. Starałam się nie myśleć, że ta sytuacja może rozbić zespół. – Dobra, chyba czas iść spać, co nie? – ziewnęłam.
- Okej – mruknęła prawie zasypiająca Devonne. Położyła się na łóżku, tak jak ja i odwróciła się do mnie twarzą: - Wiesz, że to był najlepszy dzień mojego życia? – powiedziała. Pokiwałam głową:
- Domyśliłam się. Dla mnie każdy kolejny dzień z Harry’m jest jak bajka… - ziewnęłam, a Dev zamknęła oczy. – Dobranoc – mruknęłam i sama zaczęłam zasypiać.

Po raz miliadtysięczny z dedykacją dla mojej kochanej Dands (opowiadaniowej Devonne) ♥ Wiem jak bardzo czekałaś na ten rozdział, hah.
W sumie to w tym rozdziale nic się nie dzieje (oprócz pocałunku Niallera i Dev :]), ale jak tak pacze to na razie wszystko się będzie kręciło wokół afery z Niną i Daddy Direction... ;)
By the way, jak chcecie być powiadamiani to podawajcie swoją nazwę na Twitterze w komentarzu :)
@MargaaStyles

piątek, 13 stycznia 2012

Rozdział 8: "Twitter friend, Nina's fail and our love"

Trzy dni później po zajęciach przyjechała Monika. Tak, ta Monika z Twittera, @orangedirection. Jakaś dziewczyna się pochorowała i zrezygnowała z obozu, ale dzięki Bridget i jej kontaktom miejsce szybko się zapełniło. Czekałam na nią w holu, trzymając w dłoni kartkę z napisem: „Pani Malik proszona tutaj”. Gdy weszła do hotelu uśmiechnęła się, podeszła do mnie i uściskałyśmy się.
- Twoja koleżanka Nina cię nie zabije za tą kartkę? – zaśmiała się, ale widać było, że jest zawiedziona. No, w końcu ktoś ukradł jej Zayn’a…
- Nie, nie dowie się – zgniotłam kartkę i wyrzuciłam ją do kosza. – Jaki masz numer pokoju?
- 2011.
- To niedaleko nas, możesz wpadać – powiedziałam. – No wiesz, poznasz Devonne, Bridget…
- … Ninę – syknęła i odchrząknęła. – A jak tam sprawy z Harry’m?
- Oh, no wiesz… - powiedziałam z udawaną nonszalancją, a ona dała mi lekkiego kuksańca w bok. – No okej, on jest najlepszym facetem, jakiego kiedykolwiek spotkałam!
- Oprócz Zayn’a – dodała.
- Chciałabyś – wywróciłam oczami ze śmiechem i odprowadziłam ją do pokoju. – A na czym grasz?
- Chcę się nauczyć na keyboardzie. I straaaaasznie się cieszę, że ta dziewczyna miała zajęcia ze śpiewu z Zayn’em – wyszczerzyła się.
- No to dobrze – powiedziałam, uśmiechnęłam się i poszłam do siebie. Zauważyłam, że Louis rozwalił się na moim łóżku i próbował czytać polskie Bravo, marszcząc czoło. Miał na sobie okulary, w których wyglądał, no cóż, seksownie. Jak na nie mojego faceta, oczywiście.
- Gdzie zgubiłeś Harry’ego? – uniosłam brew, patrząc na niego.
- Łazi nago po salonie i tańczy makarenę, więc wszyscy się zmyliśmy – powiedział, przewracając stronę, a ja parsknęłam śmiechem. - Zayn poszedł na siłownię, Liam siedzi w pokoju i opłakuje po Danielle, a Niall i Bridget mają jakiś zjazd rodzinny – powiedział.
- Czekaj… co się stało Danielle? – spytałam. Może i nie żywiłam szczególnej… sympatii do Payne’a, ale bez przesady.
- Rzuciła go – wzruszył ramionami i przewrócił stronę.
- I nie masz zamiaru go pocieszać? – zdziwiłam się, siadając na krawędzi łóżka.
- Nina już to robi – spojrzał na mnie.
- Czekaj… Nina została sam na sam z Liam’em? – uniosłam brew. – I tobie to się nie wydaje… podejrzane?
- Zayn nie jest zazdrośnikiem, wie o tym – mruknął.
- Ja bym tak go nie określiła – powiedziała Devonne, wychodząc z łazienki. - Tydzień temu chciał wywalić jakiegoś gościa z ich zajęć, bo spojrzał na Ninę, śpiewając piosenkę o miłości, sama mi to powiedziała.
- Ja tam nie wiem, przyszedłem sobie porobić słit focie z moją BFF – wyszczerzył się do mnie. Stary, dobry Louis.
- No dobra, gdzie masz aparat? – zaśmiałam się, a on wyjął go z kieszeni spodni. Zrobiliśmy sobie kilka zdjęć, na niektórych była Devonne. A ile przy tym było śmiechu…!
- Okey, teraz możesz spadać – powiedziałam, nie mogąc przestać się śmiać z jego miny. – Na serio Boo Bear, idź już stąd! I powiedz Hazzie, że ma się ubrać, chcę tam do was wpaść – dodałam, a on zasalutował i wyszedł. Dosłownie minął się w drzwiach z Moniką.
- Czy… czy ja właśnie przeszłam obok Louis’a? – spojrzała na mnie z osłupieniem.
- Yep. A, no tak – Devonne, to jest Monika. Monika, to Devonne – podały sobie dłonie.
- Dziewczyna Niall’a? – uniosła brew.
- Taa… nie do końca – trzy ostatnie słowa dodała prawie szeptem. Koleżanka z Twittera tylko pokiwała głową.
- Z kim mieszkasz w pokoju? – spojrzałam na nią.
- Z Rachel, Emmą i Jessicą. Przynajmniej z tego, co mówiła Emma, bo tylko  ona była w pokoju – uśmiechnęła się. – Ale przyszłam do was na ploty – dodała. Dostałam SMS-a od Lou.
- No to ja spadam. Harry już się ubrał, więc idę na górę. Nie zdziwcie się, jak Louis znowu tu wpadnie – powiedziałam, wsadziłam do ust gumę do żucia i wjechałam windą do apartamentu. Drzwi otworzył mi Liam. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. W ogóle pierwszy raz widziałam faceta owiniętego kocem, z zapuchniętymi oczami i całego załzawionego. I pierwszy raz nie patrzył na mnie wilkiem. Kiwnął na mnie głową, gdy weszłam i wrócił do oglądania telewizji w salonie. Wtedy do pokoju wbiegł Harry, wziął mnie na ręce i pocałował. Uśmiechnęłam się mimowolnie, ale zaczęłam wierzgać nogami, żeby postawił mnie na ziemi. Styles jak chciałam, tak zrobił i poszliśmy do jego sypialni.
- Dlaczego Danielle z nim zerwała? – chciałam wiedzieć. – O właśnie, a tak w ogóle, gdzie jest Nina? – zdziwiłam się, podeszłam do drzwi i wyjrzałam przez nie, jak wtedy, w McDonald’s. Zobaczyłam, że jakaś dziewczyna wybiega z sypialni Liam’a, ubrana jedynie w majtki i męską koszulę. Zaraz… ciemna skóra, czarne włosy… I jeszcze ten znajomy chichot. Odwróciłam się twarzą do Harry’ego i zaczęłam go bić pięściami w klatkę piersiową:
- Wiedziałeś! Wiedziałeś co oni tam robią, WIEDZIAŁEŚ!!! – byłam wściekła. Jak mój własny chłopak mógł mi nie powiedzieć czegoś takiego?!
- Ja… nie wiedziałem, naprawdę! Jak raz tam do nich wszedłem, jeszcze w ciuchach, to Nina siedziała na drugim końcu pokoju i podawała mu chusteczki! – powiedział. – No a potem zacząłem latać nago, więc Lou poszedł do was, muzyka leciała na full, nic nie słyszałem. I Louis wrócił, powiedział, że ty przyjdziesz, no to się ubrałem, ale Liam wyszedł z pokoju i otworzył – złapał mnie za nadgarstki, bo nadal trzymałam zaciśnięte w pięści dłonie na jego klatce piersiowej. Zrobiłam głęboki wdech.
- Ale… to musi trwać już od jakiegoś czasu, może dlatego Danielle z nim zerwała? – to było możliwe.
- Ale kiedy? – spytał na głos, to, co ja myślałam. – Cały czas albo spędza na zajęciach, randkach z Zayn’em albo z wami…
- A co z nocami? – wpadło mi do głowy. – Może wymykała się nocą, a wy nie słyszeliście?
- Racja, to jest opcja. Ja mam twardy sen, chodź pokój najbliżej Liam’a. Niall i Louis pewnie się wygłupiają przez pół nocy, a u Zayn’a nic nie słychać – wyliczał.
- Biedna Danielle – pokręciłam głową zapatrzona w przestrzeń. W sumie nawet nie zostałyśmy się sobie przedstawione na „wieczorze filmowym”… – Ale Zayn musi się dowiedzieć. Gdzie ta siłownia? – chciałam wyjść z pokoju, ale Harry zablokował mi drogę.
- Nie w taki sposób… Najpierw trzeba porozmawiać z Liam’em i Niną – wziął mnie za rękę i razem weszliśmy do salonu. Nina osłupiała na mój widok i szybko wyrwała koc Payne’owi, i zakryła się nim.
- Dlaczego udajesz płacz, Liam? Skoro jesteś szczęśliwy z Niną, dlaczego Zayn ma tego nie wiedzieć, hmm? I zastanawiam się, czy Danielle dowiedziała się w taki sposób jak my? Czy lubisz być takim gnojem i może już obracasz kolejną za plecami Niny, co?! – wysyczałam i miałam go ochotę udusić. – A ty, jeden sławny facet ci nie wystarczy? Musisz mieć dwóch. Może jeszcze spróbujesz poderwać Louis’a, tak, to GENIALNY pomysł! – prawie plunęłam jej w twarz. Liam się nie odezwał ani słowem.
- Oh, jasne, Louis na pewno jest w moim typie. To w ciebie wpatruje się jak w aniołka, a ty mu na to pozwalasz! – wychrypiała, ale głos jej się łamał. Mówiła coś dalej, ale ja jej już nie słuchałam: Lou wpatrzony we mnie jak w… aniołka? Czy to możliwe? Przypomniałam sobie wszystkie zajęcia, na których traktował mnie chłodno i te, na których mimo pogody ducha, wydawał się być poważny. Wszystkie chwile, w których był uroczo zabawny, na swój dziwaczny sposób. I pytanie, które mu zadałam wtedy, w restauracji. Pytanie bez odpowiedzi…
- …i miałam powiedzieć Zayn’owi dzisiaj, ale śmiało, zepsuj to! – usłyszałam, gdy już wróciłam do rzeczywistości, mrugając.
- Nie, Nina. Powiedz mu – powiedziałam sennie i chciałam wyjść, ale Harry złapał mnie za ramię:
- Chodźmy… na świeże powietrze – zaproponował, a ja pokiwałam głową i wyszliśmy z hotelu.
Pogoda od dwóch dni się pogorszyła: było zimniej, a nad Londynem wisiały czarne chmury czekające tylko na oberwanie się. Tego dnia było jednak wyjątkowo duszno, zapowiadało się na burzę.
- Czy Nina ma rację? – spytałam, gdy jedliśmy gofry i siedzieliśmy na ławce w parku. – Znaczy, co do Louis’a?
- No co ty, on przede wszystkim kocha marchewki. I Eleanor – uśmiechnął się. No tak, zupełnie zapomniałam o jego dziewczynie, tej modelce, która teraz była w trakcie kampanii reklamowej jednego ze swoich sponsorów. Mimo wszystko myśl o Lou nie dawała mi spokoju…  – A ty?
- Co ja? – zdziwiłam się.
- No wiesz… - podrapał się po karku nerwowo. – Bo wtedy, na scenie…
- Powiedziałeś, że mnie kochasz – doskonale to pamiętałam. Odłożyłam na kolana tackę z gofrem i wzięłam go za ręce. Spojrzał na nie, a ja uniosłam jego podbródek i pocałowałam go w usta. Smakował dżemem truskawkowym i bitą śmietaną. – Ja też cię kocham. Pokochałam cię od pierwszej chwili, w której cię zobaczyłam. A kiedy mnie pocałowałeś, wtedy, na balkonie… Wiedziałam na pewno. Harry, to, że rzadko mówię o swoich uczuciach, nie znaczy, że ich nie mam – uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił uśmiech. Puściłam jego dłonie i wróciłam do jedzenia mojego gofra z cukrem pudrem. Nadal siedział jakby unieruchomiony, a potem pocałował mnie w policzek. Myślałam, że się rozkleję i zacznę płakać z tą pieprzoną, pustą tackę po jedzeniu. Wrzuciłam ją do kosza stojącego obok ławki, a Harry wziął mnie za rękę. Spletliśmy palce i ruszyliśmy na spacer po parku. Mało kto w ogóle ruszał się z domu, ze względu na pogodę, ale kilka par staruszków karmiło ptaki, uśmiechając się do siebie.
I wtedy, gdy patrzyłam na staruszków, podbiegł do nas tłum paparazzi. W sumie to była nasza pierwsza randka poza zajęciami i hotelem, gdzie oni nie mieli wstępu. Zaczęli robić nam zdjęcia, a ja zaczęłam się do nich uśmiechać, tak jak Harry. Nie daliśmy po sobie poznać, że nas irytują. Po za tym One Direction musieli dbać o swoich fanów – a w większości fanki – i dawać im najświeższe newsy o swoim życiu. Show biznes…
- Harry, dlaczego taka młoda?!
- Spaliście już ze sobą?!
- Czy Caroline Flack ma coś przeciwko?!
- Czy to prawda, że jesteś kuzynką Katy Perry?!
- Poznaliście już dziewczynę Niall’a?!
Pytania sypały się jak z rękawa, ale na żadne z nich nie chcieliśmy odpowiadać. Po prostu szliśmy przez park, a oni uczepieni jak rzep do psiego ogona, za nami. Po 10 minutach ciągłych krzyków z ich strony, Harry powiedział:
- SŁUCHAJCIE! Chcecie zadawać pytania? Załatwcie sobie konferencję prasową z One Direction. Wiem, że przynajmniej połowa z was ma numer do naszego agenta. I tak nie będę odpowiadał wam teraz na wasze pytania, więc zróbcie nam kilka zdjęć i dajcie spokój – powiedział, a paparazzi umilkli. I rzeczywiście: cyknęli kilka fotek, pożegnali się i poszli. Wow, magia bycia sławnym.
- Oni tak zawsze?
- Cena sławy – wzruszył ramionami i westchnął. – Ale wiesz, nie żałuję. Mimo, że ciągle nas atakują, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, naprawdę nie żałuję. No, może do dzisiaj… Bo wiesz, my zawsze sobie wszystko mówimy, jak pięciu braci. Liam… zaskoczył mnie dzisiaj, naprawdę. Mam nadzieję, że wie, co robi. Ale dobrze wiesz, że będę mu życzył szczęścia z Niną, jednocześnie pocieszając Zayn’a… - mruknął.
- Wiem. Ale nie martw się, już mam kogoś dla niego – uśmiechnęłam się. Uniósł brew pytająco. – Dzisiaj przyjechała moja koleżanka Twittera, Monika. Moglibyśmy ich zeswatać – puściłam mu oczko.
- To jest… świetne! – wydawał się być mniej zdołowany stratą Zayn’a. – Poznamy ich i…
- Tak, ona chodzi na jego zajęcia – uprzedziłam pytanie. Wtedy usłyszałam piorun i zaczął lać deszcz. Z piskiem podbiegłam pod najbliższe drzewo, co nie było dość dobrym pomysłem, a Harry zdjął kurtkę i zrobił z niej a’la parasolkę. Zaśmiałam się i przypomniałam sobie kolejny fakt o nim: „Wciąż czeka na namiętny pocałunek w deszczu…”. Nie czekając długo stanęłam na palcach i pocałowałam go, najlepiej jak potrafiłam. Upuścił kurtkę w błoto pod nami z wrażenia i schylił się, żeby było nam wygodniej. Cały czas obejmował mnie w talii i nagle puścił jedną rękę i dotknął czegoś pod swoją koszulką. Łańcuszek ode mnie… Przestaliśmy się całować, bo zaczęłam płakać.
- Hej, sweetheart, co jest? – objął mnie ramieniem. – Spełniłaś moje marzenie, wiesz? – uśmiechnął się. Pokiwałam głową, ale nadal płakałam.
- Ty… ty nosisz mój łańcuszek… - wychlipałam w końcu. Pewnie wyglądałam jak 7 nieszczęść: cała mokra, załzawiona i z butami w błocie. Spojrzałam na jego twarz: słodkie loczki zmieniły się w oklapnięty mop i okalały jego twarz, na której gościł opiekuńczy uśmiech. Pogładził mój policzek:
- Jasne, czemu miałbym go nie nosić?
- B-bo… bo jestem tylko żałosną, małą zakochaną fanką… - powiedziałam, pociągając nosem.
- Nie, to ja jestem żałosnym, wysokim zakochanym fanem. Ty masz talent, mówiłem ci… - podniósł z ziemi swoją kurtkę i włożył mi ją. Miałam całe ramiona w błocie. Wzięłam głęboki wdech, schyliłam się i chwyciłam z ziemi grudkę błota, którą rzuciłam mu prosto w jego białą koszulkę. Wtedy zaczęłam się śmiać i błotna bitwa się rozpoczęła. Biegaliśmy po całym parku zbierając mokre grudki ziemi i rzucając nimi w siebie. A potem wróciliśmy cali roześmiani do hotelu.

To chyba na razie najdłuższy rozdział, jak napisałam. Naprawdę go lubię, bo ma w sobie trochę romantyzmu, trochę afery i (w końcu) dałam Monikę, która pewnie tylko na to czekała ♥
A teraz, jak już wczoraj pisałam Żanecie...
FAKTY O BLOGU :)
:
1. Tylko moja postać (Margaret, naprawdę mam na imię Margareta), Devonne (Daria, ksywka Dands), Monika (no coż... Monia;]) i sławni ludzie (a tym One Direction) to nie-zmyślone osoby. Reszta jest całkowitym wytworem mojej wyobraźni :)
2. Tutaj chłopcy mają wiek na rok 2011, a ja mam na 2012 (czyli np. Harry ma 17 lat, a ja 14). Nie chciałam się "postarzać", więc odmłodziłam ich, hah.
3. Ksywka "Borsuk" dla Niall'a została wymyślona przez Dands, chodź ostatnio nazwała go też "Skunks". W każdym razie obie ksywki pochodzą od uczesania Nialler'a.
4. Większość scen do opowiadania biorę ze snów (albo "wizji"), chodź część wymyślam. Niektóre teksty pochodzą z moich odpałów z przyjaciółkami, haha.
5. Miejsca w opowiadaniu również są wymyślone (oczywiście z wyjątkiem miast i wsi, ale chodzi mi o restauracje itd).
6. Rozdziały dodaję jakoś średnio co 2-4 dni, chyba, że złapie mnie brak weny :)

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Rozdział 7: "Oh, how I wish that was me..."

(Piosenka do tego rozdziału: One Direction - I Wish)


Następnego dnia rano obudziłam się, a nade mną stały Nina i Devonne i śpiewały „Happy Birthday To You”. Zaśmiałam się, wstałam i uściskałam je obie.
- A po zajęciach idziemy wybrać sukienkę, a potem mani, pedi… - wyliczała na palcach Devonne.
- A skąd ja na to kasę wezmę? – zaśmiałam się.
- Ode mnie – powiedziała Bridget. Ona się uśmiechała!
- Dajcie mi termometr, ktoś tu majaczy przez gorączkę! – powiedziała Nina, śmiejąc się.
- Ale naprawdę, to prezent. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – powiedziała i poszła do łazienki.
Po niej poszłam ja i ubrałam przewiewną, białą tunikę na ramiączkach, a do tego sandały na koturnie i krótkie, jeansowe spodenki.. Włosy rozpuściłam i wyprostowałam, czego zazwyczaj nie robię, ale na szczęście Nina wzięła na obóz prostownicę. Po śniadaniu z dziewczynami w drodze na taniec spotkałam Pawła.
- Hejoo! – przywitałam się z nim z uśmiechem.
- Wow, mamy jakieś święto? – zaśmiał się, patrząc na mnie od stóp do głów. – Żart, wszystkiego najlepszego – przytulił mnie, czego zazwyczaj nie robił. Miło. I wtedy zobaczyłam, że patrzy na nas Harry. Szybko odsunęłam się od chłopaka, ale Styles już szedł przed siebie ze wzrokiem wbitym w ziemię i rękami w kieszeniach spodni.
- Dzięki. A, i pójdę – powiedziałam.
- Że co? – zrobił oczy jak spodki.
- No bo kwiaty i zaproszenie to od ciebie, prawda? Nie znam tu nikogo innego o imieniu Paweł.
- Um… Wow. No to… fajnie. Przyjdę po ciebie o 7 – mrugnął do mnie, a ja się zaśmiałam. Każde z nas poszło w swoją stronę, bo on akurat miał zajęcia ze śpiewu.
- Wszystkiego najlepszego! – usłyszałam od Louis’a po zajęciach z tańca, gdy chciałam iść do szatni.
- Dzięki – uśmiechnęłam się, ale nie tak po prostu. To był wymuszony uśmiech. Po kilku sekundach przestałam i westchnęłam: – Słuchaj, Louis… Skoro macie z Harry’m na mnie wielkiego focha, to może powiecie chociaż, o co chodzi?
- My, focha? Niee, po prostu… Niespodziankę. Przyjdź na bal – odparł tajemniczo i poszedł do szatni, co i ja również zrobiłam. Po prysznicu i przebraniu się poszłam na gitarę, ale Harry również nie chciał mi zdradzić „niespodzianki”. Za to atmosfera się rozluźniła:
- A masz za to z kim iść na bal? – spytał.
- Mhm – mruknęłam. Nie chciałam z nim tego omawiać…
- Z Pawłem? – uniósł brew.
- Tak. Ale powiem ci, że to tylko dlatego, że ty tego nie zrobiłeś – pokazałam mu język.
- Ale gdybyś poszła ze mną, to stałabyś sobie pod ścianą. Bo my gramy – wyszczerzył się i zaczęliśmy lekcję.
Po zajęciach złapałam dziewczyny i razem wybrałyśmy mi sukienkę: czarną, z muślinu, ale z wszytą czarną, bawełnianą halką. Do tego bolerko z długim rękawem, czarne baleriny na koturnie i naszyjnik ze sztucznego starego złota. A potem tylko salon piękności: moje włosy zostały umyte i zakręcone w piękne, gęste loki, moje rzęsy były jeszcze dłuższe i grubsze niż zwykle. Paznokcie miałam pomalowane na czarno, jak zawsze. Do tego ten makijaż… W ogóle nie przypominałam siebie. Po trzech i pół godziny wróciłam do hotelu, włożyłam sukienkę i buty i czekałam na Pawła.
- Wyglądasz bosko. I mówię ci to ja – uśmiechnęła się Bridget.
- Kocham was dziewczyny! – powiedziałam i wszystkie przytuliłam. – O Boże, to będzie najlepsza noc w moim życiu… - przypomniałam sobie coś. Nie, druga najlepsza… Zaraz po tej, kiedy pocałował mnie Harry.
Po pół godzinie przyszedł po mnie Paweł. Miał na sobie smoking, a jego czarne włosy były w artystycznym nieładzie, ale bardziej na Damon’a z „Pamiętników Wampirów” niż Edwarda ze „Zmierzchu”.
- Wow, wampirzyco, tylko mnie nie ugryź – zaśmiał się i dał mi jakąś plakietkę.
- Co to?
- Przepustka. No wiesz, od dyrektora obozu. Wie o tym balu, ale jeśli coś nam się stanie, to nie na jego odpowiedzialność – zaśmiał się.
- Rozumiem… - schowałam obie plakietki do torebki. Paweł wziął mnie pod rękę i wyszliśmy z hotelu. Spokojnym krokiem szliśmy przez rynek, aż do restauracji, w której miał być bal. Tam Paweł pokazał nasze bilety i zostaliśmy wpuszczeni na rozkręcającą się imprezę. Zobaczyłam, że za sceną czekają na występ One Direction, więc powiedziałam Pawłowi, że muszę na chwilę iść.
Ochroniarz nie chciał mnie wpuścić, jednak gdy Niall powiedział, że jestem czysta, weszłam za scenę.
- Gdzie jest Harold? – spytałam oficjalnym tonem.
- Szykuje się na występ, jest w garderobie.
- Uhm… - mruknęłam. – No nic, udanego występu chłopaki – pomachałam im i wróciłam do Pawła, który stał przy stoisku z pączem. Z głośników sączyła się klubowa muzyka, więc zaczęliśmy szaleć na parkiecie. Po jakiejś godzinie repertuar zwolnił… Chcąc, nie chcąc przytuliliśmy się do siebie i kołysaliśmy w rytm Within Temptation – All I Need.
Zawiesiłam mu ręce na szyi, a on objął mnie w talii. Przy fragmencie „make my heart a better place” chłopak zbliżył swoje usta do moich, ale nie zdążył mnie pocałować, bo za plecami usłyszeliśmy jakąś nową melodię i głosy chłopaków z One Direction.
Tańczyliśmy dalej, ale z większym dystansem, bo wsłuchiwałam się w głos Harry’ego. Mniej-więcej w ¾ piosenki odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy, a on śpiewał jakby tylko dla mnie…:
„Cause I've got three little words, that I have always been dying to tell you…”
(“Bo mam trzy krótkie słowa, których zawsze bałem się ci powiedzieć…”)

- Przepraszam cię, Paweł – z powrotem wróciłam do mojego kolegi. – Przepraszam, że dawałam ci szansę. To się nie uda. Lubię cię, ale nie będę cię oszukiwać, nie wiem, czy uda mi się ciebie pokochać… Jeśli nie chcesz, nie będę cię na siłę trzymać w przyjaźni, ale… Chcę być z tobą szczera – powiedziałam tylko.
- Nie poddam się, wiesz o tym? – spojrzał mi w oczy. Pokiwałam głową i pocałowałam go w policzek:
- Zasługujesz na kogoś lepszego – szepnęłam mu na ucho. Pokręcił przecząco głową, spojrzał na mnie ze zdołowanym wyrazem twarzy i wyszedł. A chłopaki grali dalej…
„But I see you with him
Slow dancing
Tearing me apart, cause you don't see…
Whenever you kiss him
I'm breaking…”
(„I widzę ciebie z nim
Tańczących powoli
To mnie rozdziera na części, bo nie zauważasz, że…
Za każdym razem gdy go całujesz,
Ja jestem załamany…”)

I Styles nie zdążył zaśpiewać “Oh, how I wish…”, bo ja dosłownie wskoczyłam na scenę, uśmiechnęłam się i przytuliłam go:
- Nie musisz już sobie tego życzyć… Tylko powiedz te trzy słowa, które bałeś się powiedzieć… - wyszeptałam. Wszyscy na sali patrzyli tylko na nas:
- I love you, Margaret Mary Perry – powiedział do mikrofonu, szybko podał go Zayn’owi, a potem schylił się i mnie pocałował. Stanęłam na palcach, mimo iż miałam buty na obcasie i odwzajemniłam pocałunek, który pewnie jutro będzie we wszystkich plotkarskich gazetach. Ale nie dbałam o to. Na razie byłam tylko ja i Harry. Mój Harry…

Jak baaaaaaaardzo kocham ten rozdział nie da się opisać w słowa *-*
Z dedykacją dla wszystkich, którzy czytają, a w szczególności "Devonne", Veronique (@VeroniqueMalik), Moniki (@orangedirection)[która pojawi się już w następnym rozdziale ;)] i Żanety (@inndependentt) oraz Karoliny (@LouisBigCarrot)♥
+ FUCK YEAH, akcja PolandLovesOneDirection udana, Liam "Daddy Direction" Payne napisał, że przyjadą i że kochają Polskę! #PolishDirectioners , możemy czuć dumę :)

@MargaaStyles

piątek, 6 stycznia 2012

Rozdział 6: "He hates me!"


Pocałunek trwał i trwał, a ja coraz bardziej czułam się… jak w niebie. To była najlepsza rzecz, jaka mi się w życiu zdarzyła. Po pocałunku bez słowa weszliśmy do pokoju Harry’ego. Oblizałam wilgotne wargi, usiedliśmy na łóżku, a on na mnie spojrzał:
- Jeśli cię przestraszyłem, to przepraszam…
- Czym mnie miałeś przestraszyć? – wyszeptałam tuż przy jego twarzy. – Ale chcę się upewnić, że to nie tylko pierwszy dobry sen, odkąd tu przyjechałam… - i tym razem ja go pocałowałam, tym razem nie tak niewinnie, jak za pierwszym razem on mnie, tylko bardziej namiętnie, z uczuciem. Zawiesiłam ręce na jego szyi i całowalibyśmy się jeszcze dłużej, gdyby nie…
- Hazza, miałeś tu 4 czę… Ou… - odskoczyliśmy od siebie na widok zaskoczonego Niall’a.
- Nie. Mów. Liam’owi – wyszeptał Harry błagalnie. Blondyn pokiwał głową z uśmiechem i wyszedł, a Harry spojrzał na mnie:
- I tak by się dowiedział. A po za tym pewnie już niedługo będę miał na niego prawie identycznego haka… - mrugnął do mnie, a ja zrobiłam oczy jak spodki:
- On chce… całować Devonne? – wyszczerzyłam się, a Harold pokiwał głową bardzo powoli. – Spokojnie, nie powiem jej. TEGO akurat nie – uśmiechnęłam się. – Ale dlaczego tak się boicie tego, co powie Liam?
- Bo on się boi, że gdy, że tak powiem „weźmiemy się” za dużo młodsze dziewczyny, to je… no wiesz, skrzywdzimy. Tylko Louis’owi dał spokój, bo nosi obrączkę czystości – zaczerwienił się Styles.
- Ale nie chcecie, prawda? – spojrzałam mu w oczy.
- Nie, jasne, że nie! – pokręcił szybko głową przecząco. – Sam miałem sobie załatwić taką obrączkę, ale zaraz prasa by się zaczęła interesować, rozumiesz…
- A ja mam na to pewne zastępstwo – zdjęłam srebrny łańcuszek z krzyżykiem, który zawsze nosiłam pod ubraniami i dałam mu do ręki. Miałam poważną minę. – To łańcuszek mojej zmarłej babci, dostałam go w spadku. Jeśli kiedykolwiek będziesz czegoś próbował… no wiesz, czegoś więcej, to przypomnij sobie o nim i przestań, dobrze? – jego zielone oczy mówiły same za siebie. Nie chciał mnie skrzywdzić. Jednak włożył łańcuszek na szyję i schował pod koszulką. Pocałowałam go w policzek.
- Już muszę iść, chyba skończyli oglądać, a ja chciałam jeszcze zakosić marchewki Boo Bear’owi – wyszczerzyłam się.
- Powodzenia! – zaśmiał się. Wyszłam z pokoju, a w salonie toczyła się zacięta kłótnia pomiędzy Liam’em a Devonne. O nie. Poruszyła temat solówek, bo słyszałam: „śpiewa lepiej”, „daj mu szansę” i „dlaczego w kółko tylko ty?!”. Między nimi stał Zayn. Postanowiłam mu pomóc:
- Dev, spokojnie! To producent ustala, tak? Liam sam sobie tego nie wymyśla, okej? – potrząsnęłam ją, trzymając ją za ramiona. Spojrzała mi w oczy i pokiwała głową wzdychając, a ja szybko chwyciłam w rękę marchewkę zdezorientowanego Louis’a. Zaczął mnie gonić, ale ze swojego pokoju wyszedł Harry, więc Lou zaczął go przytulać, a ja schrupałam swoją marchewkę z zadowoleniem.
Pożegnałyśmy się z chłopakami. Nina i Zayn pocałowali się (!) na pożegnanie, Niall pocałował Devonne w policzek, a Lou mnie wyściskał. Z Harry’m wymieniłam tylko znaczące spojrzenia i zjechałyśmy windą na dół. Dziwne, że nikt nie zauważył, że noszę bluzę Hazzy…Dopiero w pokoju uświadomiłam sobie, że mam ją na sobie nadal. Spojrzałam na telefon: 22.30. Nie będę teraz chodzić po hotelu sama, jak głupia. Odpaliłam laptop, gdzie na Twitterze znowu czekał mnie spam. I wiadomość od Moniki:
@MargaaStyles – ogarniasz to?! Przecież to ta twoja BFF, prawda?(i link do jakiejś strony)
Kliknęłam w link i zobaczyłam nagłówek:
„Niall Horan i jego tajemnicza, nowa dziewczyna!”. Szybko zawołałam Devonne, a ta osłupiała na widok zdjęć z McDonald’s.
- O Boże, oni mnie zniszczą – pobladła.
- Spokojnie, przecież to nie żadna tragedia, nic się nie stało… - przytuliłam ją mocno. – Przecież Niall cię obroni, chodź by nie wiem co, wierz mi – poprawiłam jej grzywkę wpadającą w oczy. Pokiwała głową, a ja wróciłam na TT. Nowy „mention”. Kliknęłam i zobaczyłam profil Harry’ego, a tam tweet:
@MargaaStyles - #MovieNight udane, prawda? I oficjalnie wisisz mi bluzę! ;)
Zauważyłam, że #MovieNight jest Top Tweet – na całym świecie! I kolejny „mention”. Louis.
@MargaaStyles – ZŁODZIEJKA MARCHEWEK!! Wisisz mi 2 pensy!
I drugi, nie związany ze mną tweet:
@HoranBridget – obraziłaś się?!?!?
Czyli miałam rację. Louis nie zwracał na nią uwagi, więc poszła do pokoju. Przecież siedziała tu, gdy przyszłyśmy, ale zaszyła się na swoim łóżku i czytała „Ostatnią Piosenkę”. Nina SMS-owała, pewnie z Zayn’em.  O właśnie, Zayn. Zajrzałam jeszcze na jego profil:
Oficjalnie i nieodwołalnie zajęty. Ale macie jeszcze Big Time Rush do wzięcia ;)
Uśmiechnęłam się. Na szczęście nie napisał tak o Harry’m czy Niallerze, którzy… Boże. Czy ja z nim jestem, czy tylko się całowaliśmy? Zrobiłam oczy jak spodki, wpatrzona w ekran.
- Panikujesz – stwierdziła Dev. Mówiła po polsku, co zrozumiałe w takiej sytuacji.
- A ty byś nie panikowała. Słuchaj… - ściszyłam głos do szeptu, wiedząc, że Bridget umie trochę polski. – Harry i ja się… dotykaliśmy ustami – powiedziałam, bo pewnie Horan znała słowo „całować”.
- O. Boże. Kobieto! – pisnęła z radości.
- Taa… Ale w połowie drugiego pocałunku wszedł Niall, bo chciał coś od Hazzy – westchnęłam. – I w dodatku Liam… Liam naprawdę ma coś nie tak z banią! No słuchaj, mówi chłopakom, że z dużo młodszymi jak będą się zadawać to od razu je zaciążą czy co… - wywróciłam oczami.
- Ma rację – stwierdziła. – Ale nie do końca. No wiesz, oni… no ja nie wiem, ale Niall… tyle razy mieliśmy okazje do pocałunku, a on…
- Znacie się jeden dzień. Chce poczekać. Harry był szybszy, po prostu. A teraz powód paniki: jak on to potraktował…
- Nie wiem, ale wiesz… - bała się spojrzeć mi w oczy. – Czytałaś o nim… to flirciarz i lubi się wygłupiać…
- Czy ty coś sugerujesz?
- Nie, niee! – zaprzeczyła szybko moim podejrzeniom. – Ale może zwolnijcie trochę, a potem z nim pogadaj. Poczekaj do czternastych urodzin – spojrzała na mnie. Pokiwałam głową.
Przez kolejne dni miałam takie same zajęcia, jak wcześniej. Na zajęciach ze śpiewu zademonstrowałam „Someone Like You” Adele. No przecież! Uwielbiałam ją, jej głos i pasję… Ale Liam i tak miał wąty, że zaśpiewałam to niżej niż w oryginale. Na tańcu Louis prawie się do mnie nie odzywał, po za zajęciami z resztą też. Dziwne. Za to rozmawiałam z Pawłem, który o dziwo nie miał już pretensji o moje zadawanie się z One Direction. Collin również zaczął się do nas coraz więcej odzywać, chodź nadal był nieśmiały. Nina każdą wolną chwilę spędzała z Zayn’em, ale wieczory były nasze. Opowiadała nam o super miejscach, które odwiedzali, jak całował, o czym rozmawiali… Devonne zdradziła mi, że coraz lepiej idzie jej odwodzenie (a może UWOdzenie? ;)) Niall’a od tamburynu i długa rozmowa. Jednak nie spotykali się publicznie, Dev się bała dziennikarzy. A ja i Harry? Więcej nauki, niż całowania czy nawet rozmowy. Ale rozmawialiśmy. W końcu, 12 dnia obozu nie wytrzymałam i powiedziałam:
- Nadal mam twoją bluzę, wiesz? – Naprawdę to gdy dziewczyny już spały, wyciągałam ją spod łóżka i przytulałam, przypominając sobie nasz pocałunek, jego bliskość…
Pokiwał głową i nadal stroił gitarę.
- Oddać ci ją, czy coś? – spytałam. Tylko pokręcił głową. Westchnęłam. Tak właśnie te nasze rozmowy wyglądały. Jeśli nie dotyczyły gitary albo innych zajęć. Nie rozmawialiśmy o pocałunku, mimo iż chciałam mu wykrzyknąć w twarz, żeby mnie lepiej traktował…
Po wszystkich zajęciach wróciłam z Devonne do pokoju. Zobaczyłam, że na moim łóżku leży bukiet kwiatów. Odruchowo szukałam karteczki. Gdy ją znalazłam, przeczytałam na głos:
„Słyszałem, że jutro masz urodziny. A akurat jutro, tak się składa, w rynku niedaleko hotelu jest bal. Czy chciałabyś iść ze mną? Oczywiście, jeśli tylko masz ochotę…”
- O Boże, a ja myślałam, że mnie znienawidził! – uściskałam Dev. – Bo dzisiaj tak strasznie wiesz, kręcił głową i milczał i…
- To od Pawła, Margaret – podała mi karteczkę przyjaciółka. Rzeczywiście, nie spojrzałam wcześniej na podpis. Paweł…?
- Czyli on mnie nienawidzi… - westchnęłam. – Ale dlaczego?
- Może Liam się dowiedział?
- Możliwe… Ale tylko Zayn i Niall się do mnie odzywają! Louis też stracił swoje „jestem twoim przyjacielem”… Co ja zrobiłam?
- Nie wiem, ale powinnaś iść z Pawłem, wiesz? To dobrze ci zrobi – uśmiechnęła się. – No hej, jutro w końcu masz urodziny, prawda?
- A jak! – żachnęłam się, ale w środku czułam pustkę.

Wiem, że przekombinowałam, ale trudno, takie jest życie.
Ale tak po za tym to jestem HAPPY, fani TVD(i Deleny!), którzy są po obejrzeniu 3x10 wiedzą czemu ;)
Miałam rozdział dodać wczoraj, ale nie miałam netu i grałam w Simsy (haha:)).
Pozdrowienia dla wszystkich, którzy czytają!
@MargaaStyles

niedziela, 1 stycznia 2012

Rozdział 5: "Movie Night"


Po kilku minutach doszłyśmy do małej sali koncertowej, gdzie odbywały się zajęcia. Około 15 skończyły się ostatnie zajęcia, czyli „praca w studiu” za panem Chang. Wg. planu obozowicze mieli być w hotelu maksymalnie o godzinie 20, więc miałyśmy mnóstwo czasu na chodzenie po sklepach, zwiedzanie itd. Mimo zmęczenia, tak też zrobiłyśmy: zwiedzałyśmy Londyn razem z Niną, która wtedy przyznała, że Zayn ją zaprosił.
Przy wejściu do kina spotkałyśmy wychodzących Pawła i Collin’a. Paweł unikał mojego wzroku:
- Ej, już foch? – zawołałam, zanim zdążył mi uciec. Odwrócił się na pięcie i podszedł bliżej.
- Nie, ale to ty robisz z siebie VIP-a – powiedział.
- VIP-a?!
- Daj spokój, oboje wiemy, że robisz maślane oczka do Styles’a – wywrócił oczami. – A małe „dzięki, że się nie zadławiłam” by cię zbawiło?
- O to cała afera?
- Nie, ale też. Przy nich robisz z siebie słodką idiotkę. W samolocie taka nie byłaś… Wiesz, ostatnio to inteligencja jest w modzie.
- Skąd wiesz?! – głos mi się łamał, bo właśnie wytknął mi czuły punkt. – Znasz mnie jeden dzień, tak jak każdy! Tylko Devonne wie, kim naprawdę jestem, tylko ona mnie… zna – po policzkach płynęły mi łzy.
Obudziłam się i spojrzałam na zegarek w telefonie: 17.20. Bridget się gdzieś łaziła, jak kot własnymi ścieżkami, Nina zajęła łazienkę, a Devonne pożyczyła mojego laptopa i oglądała klipy. Spojrzała na mnie, gdy się obudziłam.
- Boże, serio się wymęczyłaś na tych zajęciach. Spałaś około 2 godzin – zaśmiała się.
- Czyli my potem poszłyśmy do hotelu? Nie na miasto? – mruknęłam nieprzytomnie, siadając.
- Nie, a co? Zły sen?
- Okropny – włożyłam okulary leżące na stoliku nocnym. – Używasz? – kiwnęłam głową na laptop.
- Nie, właśnie skończyłam – podała mi go. Od razu weszłam na Twitter’a i zobaczyłam, że… mam jakieś 200 followers więcej niż ostatnio! Zdziwiłam się i obejrzałam ich: Directioners, Directioners… @Harry_Styles , @LouisTomlinson. I @HoranBridget oraz @NiallOfficial. Spojrzałam na „mentions”. Sam spam praktycznie. Westchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam wiadomość od mojej Twitter’owej koleżanki, Moniki:
orangedirection: @MargaaStyles , czytałaś co napisał o tobie Hazza?! A siostra Niall’a?!
Odpisałam:
@orangedirection – zaraz obczaję
Zajrzałam na profil Bridget i znalazłam tweet o mnie:
@MargaaStyles – jedyna cywilizowana osoba z mojego pokoju na obozie, ma Twittera.
I tyle. Proste, uszczypliwe. A teraz gorsze. Profil Harry’ego. Serce szybciej mi zaczęło bić, ale weszłam na jego profil…
@MargaaStyles – weź popcorn, bo @LouisTomlinson się marchewkami nie podzieli ;) #MovieNight
Zatkało mnie. Po prostu zatkało. Ale dałam rewteet i wróciłam do „mentions”.
@orangedirection – taa… szykuje się ciekawy wieczór ;) #MovieNight
A potem drugi tweet:
@Harry_Styles – haha, ale pamiętasz, co ma być w zamian? ;) #LarryStylinson #MovieNight
Potem weszłam na photobloga: opisałam po polsku cały swój dzień, dodając zdjęcie zrobione rano. Obejrzałyśmy we trójkę „William i Kate” z polskimi napisami. W środku filmu przyszła Bridget i zaczęła oglądać z nami. Około 20 byłyśmy już wszystkie umyte i w piżamach, kiedy do Horan przyszedł SMS:
- Okay, możecie iść. No wiecie, 1D wzywa – mruknęła i podała nam miskę z popcornem. Wzięłam ją, a Dev wzięła chipsy i wjechałyśmy na górę. Otworzył nam Zayn, któremu przedstawiła nas Nina. Zobaczyłam, że Liam i Danielle siedzą już na kanapie przytuleni.
- Margaaaaa! – wyszczerzył się Lou, podbiegł do mnie i… wziął mnie na ręce! Zaczęłam się śmiać, ale on przełożył mnie sobie przez ramię, jak Shrek Fionę w pierwszej części filmu i zaczął się przechadzać po pokoju. Wtedy zza jednych drzwi wyszedł Harry z drewnianym mieczem:
- Oddaj niewiastę, Albo twe marchwie zginą!
- Wszystko dam za marchwie! – oburzył się i postawił mnie na ziemi, a Harry rzucił mu marchew do ręki.
- Wariaci – zaśmiałam się. Spojrzałam w stronę Liam’a, który miał minę, jakby był nimi zawiedziony. Dziwne, pomyślałam.
- Słyszałeś?! – oburzył się Harold. – Dama się buntuje!
- Shut up and kiss me! – powiedział Louis i pocałował go w głowę. Larry Stylinson na własne oczy po raz drugi tego dnia. Cudo.
- Ej, wy tam, małżeństwo, gotowi na film? – spytał Niall. Zobaczyłam, że na powitanie pocałował Devonne w dłoń. Boże, to cud nie facet! Szczęściara…
W trójkę pokiwaliśmy głowami. Usiadłam na podłodze, na kocu i poduszkach pomiędzy Harry’m a Devonne i Niall’em. Nad Hazzą siedział Boo Bear, co wyglądało dość komicznie. Chyba tylko on nie miał „pary” – pomyślałam, ale wtedy, w ostatniej chwili, kiedy Zayn wciskał „play”, do pokoju wpadła Bridget i bezceremonialnie usiadła na kanapie obok Lou.
- Ma ktoś popcorn może? – spytała, jakby nigdy nic. Podałam jej miskę, którą trzymałam, otworzyłam chipsy i poczęstowałam nimi wszystkich siedzących obok mnie. Film się zaczął, ale mało mnie interesował. Po jakiejś godzinie zauważyłam, że Zayn i Nina gdzieś wyszli. Całować się, czy może... No wiecie, on jest 2 lata starszy od niej, ale… sama nie wiedziałam, co o tym myśleć. Westchnęłam mimowolnie i wtedy Harry objął mnie ramieniem. Lekko uniosłam kąciki warg w imitacji uśmiechu i wtuliłam się w niego. „Harry zawsze całuje się na pierwszej rance” – przemknął mi przez głowę ten fakt. Czyli że to była… popiątna randka?! Ale… Louis i Bridget? Mimowolnie spojrzałam na nich i zauważyłam, że Lou patrzy w dół, na mnie i Hazzę. Udawałam, że patrzyłam w inną stronę. Natomiast Bridget siedziała najbliżej Louis’a jak można, a on nic sobie z tego nie robił. Czy ona…? O Boże, a więc jednak. Spojrzałam w oczy Harry’emu, a on patrzył jeszcze przez chwilę na telewizor, a potem na mnie:
- Pokazać ci najlepszy krajobraz na świecie? Tylko musimy opuścić to pomieszczenie – jego głos i ciepłe powietrze z ust sączyły mi się prosto do ucha, a ja kiwnęłam głową i wstaliśmy. Mimowolnie spojrzałam na Devonne i Niall’a: raz patrzyli na film, raz na siebie, trzymali się za ręce i jedli chipsy. Liam patrząc na wstających nas pokręcił głową z dezaprobatą i to nie taką żartobliwą. Naprawdę miał coś przeciwko mnie. Harry wziął mnie za rękę i poszliśmy do pokoju, z którego wcześniej wyszedł z mieczem:
- No, to moja strefa – uśmiechnął się.
- Nie masz pokoju z Lou?
- Nie, tym razem męczy się z nim Niall.
- Męczy? – uniosłam brew.
- Oj wiesz, jaki jest Boo Bear. Nieprzewidywalny i zmienny. Potrafi płakać na zawołanie – uśmiechnął się do mnie, a ja pokiwałam głową ze zrozumieniem. Chłopak otworzył drzwi do balkonu.
- Ale ja mam tylko cienką piżamę, a tu jest zimno… - zaczęłam, ale nie skończyłam, bo chłopak zdjął z siebie bluzkę od dresu i włożył mi. Była przeogromna, ale pachniała nim. Chciałam ją zachować na zawsze… Hazza ponownie wziął mnie za rękę. Spletliśmy palce i wyszliśmy na balkon. Był lekki, ale za to chłodny wiatr. Spojrzałam na widok i mogłam tylko powiedzieć:
- Wow… - otworzyłam szeroko usta z zachwytu. Widok na cały nocny Londyn, oświetlony przez ozdobne i wymyślne światełka. Szybko pożałowałam, że nie wzięłam aparatu, ale… przecież najlepsze wspomnienia się pamięta.
- Ile masz lat? – spytał nagle chłopak, psując lekko chwilę.
- Trzynaście, ale za 2 tygodnie skończę czternaście, myślałam, że to widać – zaśmiałam się. – Devonne czternaście, uprzedzam pytanie. A co, „Ojciec Liam” ma jakieś zastrzeżenia?
- Nie, on tylko… chce naszego dobra, no nie? Wszyscy go kochamy, chodź jest nadopiekuńczy – spojrzał mi w oczy. – Nie powiesz nikomu, prawda? No, możesz Devonne, ale… rozumiesz co mam na myśli, prawda? – w kąciku jego oczu było widać łzy. Łzy…
- Nie… - nie bardzo wiedziałam, o co chodzi, ale sekret, to sekret. Wtedy pochylił się i pocałował mnie prosto w usta…

Za szybko dałam ten pocałunek, co? No wiem... Ale tak mnie korciło, rozumiecie ^^
Komentarze mile widziane, więc komentować, no już ! ;)
Aha, no i "Devonne" zwróciła mi uwagę, że chodź ja i ona jesteśmy z Polski mamy amerykańskie imiona i w ogóle... No i trudno, jakoś to przeżyjecie ;)